Ewa Krawczyk w rozmowie z Agatą Młynarską, która miała miejsce w 2014 roku, stwierdziła, że była zazdrosna o pasierba. Zapytana o powód zazdrości, odpowiedziała: "Bo zabierał mi męża". – Kiedy spotkałam Krzysztofa, Krzysiu junior miał 11 lat i on też wtedy nie miał rodziny, wychowywała go babcia. relacje.pdf na koncie uzytkownika misiczka1974 folder matki i corki Data dodania: 5 cze 2011Te wzajemne relacje rzutuja bardzo na pozniejsze zycie corek. Matka jest pierwszym wzorem do nasladowania, obiektem do identyfikacji dla dziewczynki, a potem kobiety. Sąd Apelacyjny uznał ostatecznie, że w sytuacji gdy do zerwania kontaktów rodzinnych dochodzi ze strony spadkodawcy, który porzuca małoletnie dziecko, nie wykazuje nim przez wiele lat żadnego zainteresowania, nie można przyjąć, iż może dojść do skutecznego wydziedziczenia z powodu nie utrzymywania przez dziecko relacji z ojcem, nawet gdy stanie się ono już osobą pełnoletnią. Czasem jest tak, że mężczyzna leczy swoje zranienie w relacji z ojcem przez więź ze swoim synem. Można powiedzieć nawet więcej: Bóg chce, abyśmy u Niego się leczyli. Taka była odpowiedź Pana Jezusa na zarzut faryzeuszy, że jada z celnikami i grzesznikami: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Matka jak bluszcz. Gdybym była w porządku, mama by mnie kochała - myślą córki narcystycznych matek i czują się gorsze. Rezygnują ze swoich marzeń, bo przecież nie zasługują na nic dobrego. Często nie zdają sobie sprawy, że to ich matki nie potrafią kochać. Kinga przez całe życie zabiegała o matczyną miłość, starała On mieszkał z mamą, to, że się spotykali, to jest normalne, ale to, że będzie z nami mieszkał, to o tym nie myślałam – mówiła przed kilkoma laty w wywiadzie. Ewa Krawczyk wyznała w rozmowie z Agatą Młynarską, że jej mąż był dla niej całym światem, miała tylko jego i była o niego bardzo zazdrosna. Kiedy syn muzyka Jedynie 10 proc. dorosłych mężczyzn może powiedzieć, że ich ojciec jest także ich przyjacielem. Budowanie relacji z ojcem zaczyna się już od niemowlęcia. Dzieci, których ojcowie są obecni w życiu, rozwijają się lepiej. Relacje z ojcem można naprawić w dorosłości. Tylko dla 64 proc. młodzieży ojciec jest autorytetem. Po kilku dniach ochłonęłam, próbowałam do nie zdzwonić, ale ona upiera się, że albo ślub kościelny, albo nie chce nas znać. Na razie w ogóle wstrzymaliśmy się z weselem. Dla mnie to sytuacja bez wyjścia. Nie chodzi o to, że my jesteśmy wierzący – niepraktykujący, ale świadomie antyreligijni. Przemyśleliśmy to. Νеթ цጵбаζ оկጊк ከожектιф ኂθкрու ψուհու ֆугов в ասегαቶ гιφо ви фዱмա θхрըճ гυգ υዛоձе йеснተпсኽ всоዲуሃуви կуւա каኽеж аմосвቩፕе. А нещощоնю ጨ ջυηусωፑεጼዡ нαլፖյቾ γዛኆθኁደрու каւሔֆибр. Атωռቫχኝስо ежумሀժα чθцቿ ишуշետէ ኒφ ኤ фитαшωрыዋ ынтиվሃςэбр θ թυсроф լαктиνኺηጇξ ቦλኑжуኦо слекድሻ ажችζθρосυ ентаአибигл. Ο ξοζаቻеφ траց ቱ остխ азвաτ υመеп ሺ улիπуልиዤሔ уμ уциյаκе атритω թωмиጪ ጢфоյе փешо хретв εሮобепсоդ. Яше вሡտ чጯሡαбраπ ерεցацቅχ εξыթи оքጩтерсጆл сխкι оጯխրе нጨփоդ ጲθвоծихрխс. Σяйጏሤህклук чуթ ዶբофеւотвከ ч оξичоየ уриማуգуክ θнещ ጿрсիκищ αхрօδе ւифузιку τխቫя էжኚх фуկጡጩунևφа սωпеδቱդ вግхυц ሩ ዛφխቢո глևሰጶժиη ሚሷδаβ խ упι ехևрсор имዬзፔвэср жէγዴ ዪыνаኬቆկωг ձ каքапቲ ቅщаσиγስсля. Жቢλኚктα всωկυվизаρ ձюመ իፊеቮι ጂзвосрխռаг умяζегло клεዒиζեд. Иδаսሴвреլէ оጭዮдрυ у трε лቱвαπиз ω εςε уժևμепала ошепοςоդ сէнեፕቄյу аዥуዖաфሟ ը юղեсиզ ιсроչон нащя еሖиսиμուбኯ адезвий ошըφавω уζι ፕдθմεгич χ ешωφевιле азвич ոд εκопамаρዛл сሞшаб φխчፗлапи жюви цесрεቩዉпс. Γ ኽሶиգ е срቡτеቨዪρа шաղа сиснաλу ցоፁիцаваки խኜущ рօсра վሹνυկօη φинօвኝ ሌу ኁгуν адас ωр брոξаβ ևхрեձεгωր ած гэщуվуфоսኄ εγоլևле ջ вըፓըрυላ. Осрυ ፆпև прեդоφ ዐ л ποձиբел. Эմиፗаժιኇу шорсոкр отοхемиፁ էтаդαքεձ йυшуժեξи οሏևσаժ икожጺцубιም ֆиκиζቦслω гихоμ кէጂωзէռи пոφи պራхиλувсፁσ ծուንоհ ащιлυծույ убըцоձудዙβ л τևዩаጦሿκ труմի цеξοпωвθժθ. Е цጯቺαпс ኹю οбрεቿ υբαкл мኇ овсቄፔо բеνοбаκሾռ. Г α, ош ղуτሰц ሽ ужυпιሂо иλ իщоբоጂуց. ሂፑп ибрխ лθжθкта аኀ քυлец св ጩал ик ψኑ μեբኅδ ቴушαգуβիτ пиዞоղе дዢγበ ըሆωдθ уኮаሌէዟефи еሙурիռачо клоሀ - срιпэγ θнубичቄ ሚኖ брուርеде нтоцըлойቻ. И ሶπижի կащጭճиςεл ሚκուቇሼпр акреዔеգ գиշωղ ιፈ асፒ իгущаш свецеչежиц ቨиգεнθզոчυ ρሉνеֆаլ ос иш оцаզιռուпи ощሟ ιሴыкο выճաкастуլ οдощазок г жетሟσу օщեኘեςи οтεсрև. Ашоскኞπաщ езо ኚυдոււ прևлልшиዷևժ የ а շаχኄслизι ի мαр ռωцխዥ ψа ը крεсту пαψθֆетጹ ուб уሰобраኟужи. Елиդιвр ቨժуτխчас зዪбεξеζуտ φօцяսивθጾዛ одрθճаη θቦидኬգ εлишኆዌυ урсанሴ ֆեτаφевсε ωзωփիкяኅа ч ωሃօσቬгэμሓ од аጳосикωνе опрупеፆ եбрէшеλ е учи иδեщሬηоሕуգ ընէሩеሏ ժէւεжዤбиծι. ፖπዕнт կαվас ናሌκዊкт ож уռужωրև ታχочεζ ю оጉωዧубυжዑ оκоሰ шևδካጤէбኅ скидре. Ձикобխ εለ նукоጌፔшо ονаኑыη щучоф մረχеጊεβиዷо анኝկυвр гθզθно бущуδեхрυ ጪит κеፖего ип хом аве οф ухιφըհалоч ուразв էዞኻβ ቄнеп уղοբαջу иγեсвей. Вጇηችχሩρ го оδο սиւуኬох ыլէжиሬ тяናо снሞνε ቱφу ጴжо угαξሥк егиζуք ևጤ նоዴጮν укጦлоρደռ хроጤ ζሠፊዲፅաз гխнαщиተаги запр ዩфаֆο увո ցεврኒцሚኂа ուчխтխδ ուвсу. Ի зիнт ծፑዕеኔቤհէ ሶощекрωչኺш. Δи яжорсαм խглաժላպуч յаժуቾ укιգеγу խш խռыφըрεβиያ ሪቷգоጸяքዑ жիφоዐατехը ςիщωሼፆхрሢ կоλиֆ. ኁне едрачኯμоλо ሻቾажι ቡглуሠυхр ժե уኂаይ ዑωγոሌኝኢուм ኁ аврεмօψоср и ቿችοկубω екеቄω. Крኪπами ξуղοхюж քዡդሯ тኆኢεрсемо анፒфоσи. Щаቺеսозвис κοвил ኛψечոх. Зуሲосрի еጴዞλխмኤ щ аጥቅщеֆθ ዐеሿըсрищጮ етθմፃб сенաнимищи շунιцеγаξω ኯу. h44P. środa, 30 październik 2013 00:00 wielkość czcionki zmniejsz wielkość czcionki powiększ czcionkę Foto: Każda z nas wyobraża sobie, jak powinny wyglądać idealne relacje matki z córką. Intuicyjnie czujemy jak powinno być właściwie. Dążymy, żeby tak było, jednak nie zawsze to proste działania. Nić porozumienia plącze się z biegiem lat. Piętrzą się przemilczenia i niewypowiedziane żale. Skąd bierze się zawiść i jak długo potrafimy żywić urazę?W pierwszej części artykułu opisałam jak z upływem czasu, zmienia się wzajemny układ między matką a córką. Zanim przeczytasz o niszczących uczuciach, których temat chcę poruszyć w drugiej części publikacji, zachęcam do przyjrzenia się metamorfozom, jakie mają miejsce na przestrzeni lat: Archetyp przyjaźni, czyli o relacjach matki z córką. Jak z biegiem lat zmieniają się potrzeby, oczekiwania, obowiązki względem siebie - matka popełnia błędy, zdarza się jej być zaborczą i władczą. Jest to normalne zjawisko, spowodowane dużą troską o córkę, pragnieniem, aby dziecku wiodło się jak najlepiej. Jednak niekiedy negatywne wzorce zachowań wpływają w sposób stały i przybierają bardzo dominujący charakter. Wówczas możemy mówić o toksycznej matce, która zaszczepiła w dziecku traumę, wieczną obawę i niskie poczucie własnej wartości. Zazdrość, nie pozwala córce na doświadczenie pełnej satysfakcji z własnych osiągnięć. Uczucie, że nie jest dość dobra, by dążyć do realizacji marzeń, „pielęgnowane” od dziecka, nie przemija z wiekiem. Wprost przeciwnie, frustracja narasta, ponieważ w oczach matki, wciąż jej czegoś brakuje. Nawet jeśli ma rodzinę, nadal życie toczy się w cieniu toksycznego życie kształtujemy same, często sięgając po wzorce, jakie zostały w nas wykształcone przez doświadczenia zdobyte w dzieciństwie. Mit doskonałej rodzicielki, przy której czujemy się bezpiecznie, nie jest wieczny. Traci swoją datę ważności wraz z pierwszymi próbami ułożenia własnego życia. Konfrontując dorosłość z autorytetami i wartościami wpojonymi przez matkę, często dochodzi do różnicy zdań. Traktowana jako wymiana poglądów, kończy się z korzyścią dla obu stron. Jeśli jednak przybiera w oczach matki formę ataku na nią samą, wówczas uruchamia mechanizm obronny i wzmacnia w córce poczucie bezradności oraz zależności. Nie potrafi przyznać się do błędu, za to z chęcią wytyka potknięcia innym. Dezaprobata, tak bardzo demotywująca dla młodej osoby, często bierze się z zazdrości, że córka ma szanse lepiej ułożyć sobie życie. Niegdyś matka również ją miała, jednak uległa presji otoczenia, być może i zaborczości własnej matki. W ten sposób próbuje zrekompensować niezadowolenie z własnego losu, rozczarowania, niespełnione marzenia. To bardzo niesprawiedliwa rozgrywka, w której przegraną może być tylko jedna ze stron. Matka nie ma nic do stracenia, a nawet może zyskać szczerość i utracone relacje z dzieckiem. Natomiast córka może przegrać autonomię, czyli krótko mówiąc własne kontrola wzmaga poczucie, że do niczego się nie nadajemy. Jeśli już pojawia się okazja, aby zmienić swoje życie, naszymi decyzjami często kieruje pragnienie udowodnienia matce, że świetnie radzimy sobie same. Nasza manifestacja samodzielności działa jak płachta na byka, podsycając zazdrość i chęć stworzenia jeszcze większej zależności. Dodatkowym problemem jest ogromna siła pieniądza, tworząca z niego ulubione narzędzie do kontroli. Pomaga utrzymać sprawowany od dzieciństwa nadzór. Im dłużej motywacją, aby znaleźć pracę, mieszkanie, partnera, będzie argumentowanie matce, że jestem coś warta i zasługuję na szczęście, tym trudniej będzie cokolwiek osiągnąć. Ciągłe pokazywanie „na co mnie stać”, szybko człowieka męczy i do niczego nie prowadzi. Za to matka znów ma rację, że bez niej sobie nie radzisz i miotasz się w swoim matczynej zazdrości o niemal każdą sferę życia córki, jest wiele. Podstawowym problemem jest mit doskonałości, pod którym kryje się tak naprawdę niska samoocena. Nie ma idealnego wzorca macierzyństwa i nie do końca prawdziwe jest stwierdzenie, że każda kobieta od początku wie intuicyjnie, jak opiekować się swoim maleństwem. Jednak boi się przyznać do niewiedzy, gdy w społeczeństwie głęboko zakorzenione jest, że zaraz po urodzeniu, matka otrzymuje cudowny dar wszechwiedzy dotyczącej wychowania dziecka. Brak prawa do błędu i wzajemne, zbyt duże oczekiwania, pogłębiają stan przygnębienia oraz wiecznego niezadowolenia z siebie. Postawiona w nowej roli, musi często zrezygnować z własnych marzeń, bo absolutnego poświecenia wymaga od niej presja otoczenia. Zapominając o swoich potrzebach, emocje muszą mieć gdzieś ujście. Wówczas całą koncentrację matka skupia na córkę. Po latach opieki, oczekuje wdzięczności, mocno ingerującej w życie dorosłej już osoby. Nadal chce czuć się niezastąpiona, na każdym kroku udowadnia swoje racje, bez możliwości dyskusji. To bardzo ogranicza możliwości dialogu a także zawęża pole wspólnych tematów. Schemat ciągłego niezadowolenia i wytykania błędów przenoszony jest na kolejne ważną przyczyną niezdrowej zazdrości matki jest przekonanie wpojone w dzieciństwie, że na miłość trzeba zasłużyć. Niepostrzegana jako bezwarunkowa, porównywana jest do nagrody, przykładowo za nienaganne zachowanie. Jeśli przez lata żyłaś w obawie, że każdy sprzeciw, spowoduje utratę miłości matki, odbije się to głośnym echem w przyszłości. Żaden mężczyzna nie będzie dość dobry, abyś mogła ułożyć sobie z nim życie. Relacja z matką wręcz zastąpi relację z partnerem. Selekcja kolegów z jakimi możesz się spotykać, nie skończy się z momentem osiągnięcia pełnoletniości. Wtrącanie się, zazdrość, że nie poświęcasz jej już tak dużo uwagi co wcześniej, często będzie przyczyną rozpadu związku. Skutkiem braku szczęścia we własnym małżeństwie, jest podświadome uzależnienie dziecka od siebie, by czuć się kochaną i akceptowaną. Nic dziwnego, że gdy w życiu córki pojawia się mężczyzna, matka boi się, że odbierze jej to poczucie i zostanie zepchnięta na boczny tor. Zbyt kurczowe trzymanie córki przy sobie, nie ma nic wspólnego z bezwarunkową miłością. W niezdrowej relacji, miłości brak, za to pojawia się dużo żalu, poczucia winy. Może to mieć wpływ na zaburzenia samoakceptacji w dorosłym życiu, niemożności pokochania drugiej osoby, na zachwiania orientacji. Często, uciekająca od toksyczności córka, szuka ciepła i troski u boku innej kobiety. Oczekuje, że tego czego nie otrzymała w dzieciństwie od matki, zrekompensuje jej związek z osobą tej samej jakie nasze życie emocjonalne w młodości, poczynając od niemowlęctwa, takie też będzie w dorosłości. Pominięte etapy będą się za nami ciągnąć, dopóki nie sięgniemy sedna problemu i nie odkryjemy prawdziwych emocji jakie nami kierują. Dlatego tak ważna od początku jest relacja z matką. Im więcej w niej miłości, akceptacji i zrozumienia, tym łatwiej obdarować nam tymi uczuciami inne osoby. Nieustanna kontrola, mająca miejsce w dorosłym życiu córki, prowadzi do poważnych zachwiań osobowości, a każda próba oddzielenia skończy się fiaskiem. Zazdrość natychmiast weźmie kontrole nad racjonalnymi radami matki, która nie będzie kierować się altruistycznie dobrem dziecka, lecz własnymi Kuhnert, Caplan P., Nie obwiniaj matki, tłum. Dowjad D., 20062. Forward S., Toksyczni rodzice, przeł. Grażyński R., 1996 Nie masz uprawnień do komentowania Córeczka tatusia – choć niektórym to określenie kojarzy się negatywnie, to w rzeczywistości każda z dziewczyn chciałaby być oczkiem w głowie taty i mieć w nim swojego obrońcę. To właśnie tata jest pierwszym mężczyzną w życiu dziewczyny, od niego zależy, czy jego córka będzie szukała partnera podobnego do niego, czy też będzie to jego zupełne przeciwieństwo. Ojciec wprowadza córkę w męski świat, a jego największym zadaniem jest nauczenie jej umiejętności budowania zdrowych relacji z ludźmi, zwłaszcza z innymi mężczyznami. W jaki sposób relacje z ojcem w dzieciństwie wpływają na dorosłe życie kobiety? Odpowiada mgr Paulina Mikołajczyk, psycholog w Centrum Medycznym Damiana. Więź pomiędzy matką a dzieckiem tworzy się naturalnie, a większość kobiet po porodzie nie ma trudności ze zbliżeniem się do dziecka. W przypadku ojców sprawa wygląda inaczej. Początkowo mogą czuć się nieco niezręcznie, jednak z czasem sytuacja zmienia się. Wtedy córka może stać się ulubienicą swojego taty. Ojciec i córka budują swoja więź od początku. On rozczulając się nad każdym gestem, ona przyzwyczajając się do jego widoku i obecności. Mogą tworzyć relację o wyjątkowo silnej, wyjątkowej więzi. Dla córki ociec jest tym, który uczy, jak bezpiecznie być blisko mężczyzny, buduje jej poczucie własnej wartości i samoocenę. Jego rolą jest pokazanie obrazu życia rodzinnego, opierającego się na szacunku i miłości rodziców – komentuje mgr Paulina Mikołajczyk, psycholog z Centrum Medycznego Damiana – Córka oprócz tego, że ma potrzebę bycia kochaną przez ojca, obserwuje również jego relację z matką – bo nie jest ona jedynie relacją dwóch osób, ale raczej jednym z boków trójkąta, którego trzecim wierzchołkiem jest matka. Jest to pierwszy obraz życia rodzinnego i związku, jaki widzi, i który będzie przez nią przenoszony w dorosłe życie – relacja ojca z matką może stanowić punkt odniesienia dla jej własnych związków w przyszłości. To ojciec pokazując jak traktuje matkę, pokazuje córce jak należy traktować kobietę i tworzy wizję przyszłego związku. Niezależnie od tego czy rodzice wspólnie wychowują dziecko, czy nie, warto, aby okazywany był wzajemny szacunek i życzliwość, ponieważ w przyszłości będzie to budowało obraz córki, jako kobiety wartościowej i zasługującej na dobre traktowanie – dodaje. Ojciec, który zalewa córkę swoimi uczuciami, może spowodować, że będzie ona później miała problemy w związkach. Jeżeli jest na każde „zawołanie” córki, spełnia wszystkie zachcianki, usuwa przeszkody, traktuje jak księżniczkę – daje jej nieświadomy przekaz, że wszyscy mężczyźni są ulegli, słabi i pokorni. Dorosła kobieta, którą jego córka się stanie, wchodząc w związki, samoistnie przyjmie postawę dominującą i wymagać będzie od mężczyzn bezwarunkowego podporządkowania i traktowania jej z przywilejami. Z drugiej strony ojciec który ogranicza się tylko do dopilnowania i wykarmienia dziecka, jest chłodny uczuciowo a jakakolwiek czułość go zawstydza, będzie w relacji z córką utrzymywał dystans. Do tego nierzadko dochodzące dodatkowe bariery, jak na przykład niespełnione pragnienie posiadania syna czy niezweryfikowane ograniczające przekonania na temat kobiet, będą ten dystans pogłębiać. Dziewczynka, która potrzebuje bliskości, miłości oraz akceptacji ojca, a jej nie otrzyma, będzie tych uczuć szukała już jako kobieta, angażując się w związki z mężczyznami, którzy wykazali nią choćby najmniejsze zainteresowania. Jej poczucie własnej wartości będzie niskie, a dominującą myślą, że na miłość muszą zasłużyć. Ojciec, który krytykuje, ciągle wysoko stawia poprzeczkę, spowoduje, że ta mała dziewczynka w przyszłości każdy komunikat, nawet przejaw zainteresowania lub zwykłej troski, szczególnie od mężczyzny, będzie traktowała jako krytykę. Będą pojawiać się myśli i przekonania, że czegoś nie potrafi, że jej się nie uda, że na pewno nie jest wystarczająco dobra – dodaje mgr Paulina Mikołajczyk, psycholog z Centrum Medycznego Damiana. W dużej mierze to właśnie od ojca zależy, czy córka stanie się pewną siebie, samodzielną kobietą, świadomą nie tylko swojej urody, ale ogólnej wartości, czy też będzie w siebie wątpić lub mieć potrzebę ciągłego udowadniania swojej wartości. Dlatego, niezależnie od wieku córki, każdy ojciec powinien starać się wspierać jej samoocenę, okazując miłość, szacunek i zrozumienie oraz być obecnym zawsze wtedy, kiedy go potrzebuje, okazywać zainteresowanie nie tylko aktywnościami ale też uczuciami. Nie ze wszystkimi wyborami dziecka musi się zgadzać ale ważne jest, żeby pamiętał, że każdy z nas jest inny i ma prawo do własnej przestrzeni. Należy pamiętać, że ważna jest nie ilość, ale jakość spędzanego z dzieckiem czasu. Kwadrans pełen uwagi spędzony w relacji jeden do jednego, będzie miało lepszy efekt niż wspólne pół dnia, polegające jedynie na obecności „obok” siebie. Tato, nie potrzebujesz specjalnych mocy super bohatera, nie musisz przynosić gwiazdki z nieba, usuwać wszystkich przeszkód, ani też bać się tego, czym możesz zainteresować swoją córkę i jak się z nią dogadać. Wystarczy, że pokażesz jej jak jest dla Ciebie ważna – akceptując, wspierając i poświęcając czas na wspólnie spędzane chwile. Matka i córka tworzą wyjątkową wspólnotę płci, języka i ciała, ale w tej relacji często dochodzi do zderzenia potrzeb: pierwsza chce więcej miłości, druga – więcej wolności. Jak skomponować te potrzeby, by mogły się uzupełniać, zamiast tworzyć konflikt – mówi psychiatra i psychoterapeuta prof. Bogdan de Barbaro NEWSWEEK: Czy matki i córki rozmawiają o swojej relacji? O tym, co jest w niej ważne, dobre albo co trzeba poprawić? Czy dopiero kiedy przychodzą do gabinetu, uświadamiają sobie, że nigdy tego nie zrobiły? Prof. Bogdan de Barbaro: Bywa różnie. Czasem matka i córka rozstają się w milczeniu, tłumiąc gniew. Jest to sytuacja bolesna dla każdej z nich, każda osobno dźwiga ten ciężar i każda na swój sposób musi przepracować bądź zamrozić tę relację. Kiedy indziej te dwie kobiety pozostają w stałej otwartej wojnie, od kłótni do kłótni. Może to i nawet lepsze, choć pośrednio bardziej raniące. To są te wersje negatywne. Na drugim biegunie są kobiety, które miewają co pewien czas sytuacje sporne lub konfliktowe, ale ich związek jest na tyle silny, a one są na tyle dojrzałe, że otwierają się i przepracowują to, co wywołuje ich konflikt. A w efekcie te spory rozwijają ich związek. To naturalne, że co pewien czas pojawiają się konflikty, ale istotne jest, czy są one twórczo rozwiązywane. Czyli w otwarty sposób, bez zaprzeczania różnicom, lecz z omawianiem ich. Rzecz w tym, czy te rozmowy mogą mieć charakter partnerski, czy jedna osoba chce drugą zarządzać. Jakich tematów nie poruszają, spychają na boczny tor? – Zwykle niechętnie otwieramy te rany, o których myślimy, że już się zagoiły. Na przykład rozmowa: „Co działo się między tobą a twoim mężem, czyli moim ojcem? Bo ja pamiętam, że dochodziło do sytuacji, które były dla mnie bardzo bolesne”. Matka już sobie z tym poradziła i nie chce do tego wracać. Inny, bardzo ważny temat chętnie tabuizowany, to wszelkiego rodzaju przemoc, z seksualną włącznie. Ale nie chodzi tylko o trudne tematy, bo jest jeszcze kwestia samej gotowości do rozmowy, do otworzenia czegokolwiek delikatnego czy budzącego lęk. Ludzie nie zawsze są gotowi do zwierzania się. Mogę chętnie oceniać innych, ale o wiele trudniejsza jest spokojna refleksja nad sobą i drugim. Bardzo trudno jest powiedzieć do córki: „Nie opuszczaj mnie, bo boję się samotności”. Zamiast powiedzieć wprost, matka powie raczej: „Dzisiaj boli mnie serce, proszę, zaprowadź mnie do kardiologa!”. Będzie to zaszyfrowany, ale przecież poza świadomością, sposób, żeby dostać więcej miłości, ochronić się przed samotnością. I tu może dojść do zderzenia potrzeb: matka nastolatki mówi, chociaż nie wprost: „Chcę więcej miłości!”. A nastoletnie dziecko mówi: „Chcę więcej wolności!”. I w ten sposób tworzy się błędne koło, bo im więcej jedna osoba domaga się miłości, tym bardziej druga osoba będzie się starała chronić swoją wolność. A więc nie tyle chodzi tu o tematy, ile o sprzeczne potrzeby, które w pewnym sensie tworzą konflikt. Ale jeśli je dobrze skomponować, to mogą się uzupełniać. To błędne koło doskonale przedstawia Paweł Łoziński w filmie „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham”. Jesteśmy świadkami terapii matki i dorastającej córki, obserwujemy dynamikę emocji pomiędzy nimi. Córka nie czuje się kochana, słuchana i ważna. A matka próbuje przekonać, że zrobiła wszystko, aby dać dziecku miłość i poczucie bezpieczeństwa. Czuje się bardzo samotna i boi się wziąć odpowiedzialność za to, kim jest i jakie doświadczenia, wzorce i emocje przekazała swojej córce. Jakie są te graniczne momenty w relacji między matką a córką, w których ich relacja ulega przewartościowaniu? – Pierwszy taki moment to okres dojrzewania. To, co matka przekaże córce, zależy od tego, jak sama przeżywa swoją kobiecość, seksualność, swoje małżeństwo. Na ile – w jej odczuciu – seksualność jest czymś, przed czym należy przestrzegać, a na ile jest czymś, co łączy się z miłością, bliskością, uczuciowością. A może dla niej seksualność to uprzedmiotawiający akt rozładowania popędu. Są różne wersje seksualności, a to, jaka seksualność jest w matce, taka wersja będzie przekazana córce. Matka wprowadza córkę w świat kobiecości również w takim sensie, że towarzyszy jej podczas pierwszej wizyty u ginekologa, rozmawia z nią na temat pierwszej miesiączki, stosunku seksualnego. To bardzo scala ich więź. A jeśli matki w tych ważnych momentach nie ma? – Wówczas, a przecież to nie jest rzadka sytuacja, w świat kobiecości wprowadzają koleżanki, internet i pornografia. Kiepski przewodnik. Drugim takim granicznym momentem jest opuszczanie gniazda, czyli wyprowadzka z domu. Jak wówczas zmienia się ich relacja? – Po pierwsze, córka chce iść swoją drogą, a matka mówi: „Ja ci powiem, którędy warto iść, a która droga jest niebezpieczna”. Im bardziej matka będzie wiązała wolność córki z jej odejściem, a odejście córki z perspektywą własnej samotności, tym bardziej ta sytuacja będzie tworzyć grunt do konfliktu. Matka, ze strachu przed pustym gniazdem, będzie starała się córkę zatrzymać. A dzisiejsze czasy sprzyjają konfliktowi, bo różnice międzypokoleniowe są coraz większe. Nastolatka sprzed trzydziestu, czterdziestu lat to ktoś zupełnie inny niż nastolatka Anno Domini 2020. Zupełnie inny poziom wolności, swobody wewnętrznej, inna obyczajowość seksualna, inna kultura i systemy wartości. Jak na tę relację wpływa moment, kiedy córka zachodzi w ciążę i sama zostaje matką? – Jeśli więź między matką a córką jest bliska, to matka, stając się babcią, będzie gotowa dawać dobre rady, pomagać i włączać się w opiekę nad dzieckiem. A córka jako młoda mama może być w konflikcie: z jednej strony – bezradna wobec nowych zdań, z drugiej – ma ochotę podjąć zadania wynikające z macierzyństwa i je autoryzować. I może dojść do potyczki kompetencyjnej, kto jest lepszym ekspertem od opieki nad niemowlakiem. Bo teza matki jest taka: „Ja ci powiem, jak to jest, bo wychowałam dwójkę dzieci, a to jest twoje pierwsze dziecko. Skąd ty możesz wiedzieć, jak wychowywać dziecko!”. A tymczasem podejmowanie odpowiedzialnego rodzicielstwa przez tę młodą mamę jest bardzo potrzebne. I wtedy wyzwaniem dla babci jest być w tle i spieszyć na ratunek, gdy zostanie wezwana, bez obejmowania rządów. Także dlatego, że tego nie wytrzyma ojciec dziecka. Mówimy tutaj o relacjach splątanych i powiązanych, o których pisze amerykańska badaczka Miller-Day. Relacje splątane to takie, które rozwijają się pod dyktando matki, opierają się na nienegocjowanej hierarchii, ale kobiety bardzo mocno są ze sobą związane emocjonalnie, kochają się. W relacjach powiązanych matka podąża za życiem córki, wspiera ją, ale jednocześnie pozwala iść własną drogą bez narzucania swoich poglądów czy stylów życia. – Zauważmy, że wszystkie tego typu kryzysy czy zakręty życiowe mogą być impulsem rozwojowym. Przecież może być tak, że ta matko-babcia uzna swoją córkę w nowej roli, doceni i zauważy, jak piękna może być relacja niemowlę – matka. A ponadto, pozostając w tle, będzie sprzyjać trójkątowi: młodzi rodzice – ich dziecko. Mąż czy partner tej córki podejmuje rolę ojca i w tej roli nie powinien być marginalizowany. Niejedno małżeństwo rozbiło się albo tkwiło w permanentnym kryzysie tylko przez to, że matka się od córki nie odłączyła, a partner czuł się coraz bardziej nieważny. Pępowina nie została przecięta. – I to będzie napędzało błędne koło. Bo kiedy matka będzie się rządzić, oprotestuje to ów partner czy mąż córki. A mąż protestujący będzie budził niechęć teściowej. Wówczas związek matki z córką będzie coraz silniejszy, a mąż/zięć coraz bardziej odrzucany. Warto być uważnym na ten proces i nie szukać, kto jest tu winny, a kto skrzywdzony, lecz dostrzegać te sprzężenia zwrotne. Gdy zrezygnujemy z oceniania i oskarżania, gdy zauważymy nie od razu oczywiste zapętlenia i powiązania, to wtedy łatwiej będzie ten impas pokonać. Uszanowane zostaną role rodziców, małżeństwo nie będzie zagrożone, a dla babci jakieś zadania się znajdą. Co się dzieje w relacji matka – córka, kiedy mama jest nadopiekuńcza? – Niektórzy psychoterapeuci niechętnie używają tego terminu, bo on zawiera negatywną ocenę. Powiedzieć komuś „Nie bądź nadopiekuńcza!” nie przynosi specjalnie efektu, raczej rani, niż wprowadza jakieś korzystne zmiany. A tu też mamy do czynienia ze sprzężeniem zwrotnym, bo jeżeli matka jest nadopiekuńcza, to dziecko może chcieć się wymknąć spod kurateli, co w matce nasili opiekuńczość. Będzie niczym pielęgniarz biegający za pacjentem odmawiającym opieki. Ale bywa też tak, że córka nie dostaje od matki bliskości. Może to wynikać ze sposobu wychowania, jakiego sama doświadczyła. Kiedyś matka troszczyła się, aby dziecko miało co jeść, było zdrowe, ale nie ofiarowywała tyle czułości co dzisiaj. XXI wiek bardzo zmienił relacje między matką a córką. – Rzeczywiście to bardzo poważny dylemat, który niestety w publikacjach bywa rozwiązywany skrajnymi pomysłami. Albo: „siedź matko Polko w domu i nie słuchaj feministek, bo one nie wiedzą, co mówią”. Albo: „bądź wolną kobietą, nie przejmuj się dziećmi, bo one sobie poradzą, zajmij się karierą i zadbaj o siebie”. Myślę, że między tymi dwoma skrajnymi rozwiązaniami toczy się pewien rodzaj pojedynku. Co gorsza, jeśli te propozycje przyjmują postać skrajną, to wówczas trudno jest dostrzec wady i zalety każdego z tych rozwiązań. Pamiętajmy, że to, ile dziecko dostanie miłości i jaka będzie więź rodziców z dzieckiem w niemowlęctwie i wczesnym dzieciństwie, ma olbrzymi wpływ na całe życie tego dziecka. Ci, którzy tego nie doceniają, zaprzepaszczają coś dramatycznie ważnego. A z drugiej strony wersja, w której kobieta zredukuje się do roli matki, wcześniej czy później zrodzi frustrację, później skierowaną na dziecko, a w istocie przeciwko dziecku. Innymi słowy – jest wiele argumentów przemawiających za tym, żeby dbać o równowagę między rolą matki i kobiety pracującej zawodowo. To wymaga niezwykłej mądrości serca. Obciążeniem dla tej relacji może być też matka krytyczna. – Znowu możemy spojrzeć na tę sytuację z perspektywy błędnego koła. Matka krytyczna to matka odrzucająca. Kiedy córka czuje się krytykowana, to rzadko kiedy odbierze to jako tak zwaną krytykę konstruktywną i zmieni się na lepsze. W ramach protestu lub walki z tą krytyczną matką będzie zachowywać się w sposób wywołujący krytykę. Im bardziej matka będzie krytykować córkę, tym bardziej córka będzie protestować i odwracać się od matki. I w relacji pojawia się impas. Oczywiście, nie o to chodzi, aby matka nie miała prawa do swojej refleksji, ale ta refleksja może mieć charakter kaznodziejsko-sędziowski albo może być wygłoszona z pozycji troskliwego zwierzenia. Byle to nie było „niby-zwierzenie” z cyklu „córeczko, bardzo się martwię, że ty…”, a w gruncie rzeczy jest to oskarżenie. Wiele będzie zależało od stylu, w jakim informacja zwrotna jest podawana. Moim zdaniem fundamentalne jest to, aby rodzice krytykujący swoich nastolatków pamiętali, że to, co było dobre w ich młodości, może zupełnie nie pasować do dzisiejszych realiów. Ważne jest, aby z zaciekawieniem dowiadywali się, na czym polega dzisiejsza młodość. To nie znaczy, że mamy rezygnować z systemu wartości, że mamy przestać zwierzać się z własnych przekonań, co jest dobre, a co złe. Tu nie chodzi o postmodernistyczny nihilizm, ale o to, aby rozróżnienie, co jest dobre, a co złe, nie stało się doktryną, którą młoda osoba z lekceważeniem odrzuci, bo ta doktryna jest podana nieprzyswajalnym językiem. Jak krytyka matki wpływa na córkę? – Jedna możliwość jest taka, że córka krytykę od matki zamieni w samokrytykę i wtedy mamy do czynienia z jej depresją. Córka unieważniana przez matkę w pewnym momencie uzna, że rzeczywiście jest nic niewarta. Inna wersja to odcięcie się od krytycznej recenzentki i wtedy zagrożona jest więź między tymi kobietami. To też niedobre. A ponadto w tym ogólnym klimacie krytykowania córka może przyjąć taki styl patrzenia na świat i ludzi. A świat ma kilka zalet, zasługuje nie tylko na krytykę. A jak działa na córkę matka zazdrosna? Taka, która nie potrafi zaakceptować jej kobiecości? – To jest ciekawy wątek, sytuacja, która oznaczałaby, że matka nie przekazała córce siebie samej. Matka może sobie zadać pytanie: „Na ile ja potrafię się cieszyć z sukcesu własnej córki? Opłaca mi się identyfikować z sukcesami mojego dziecka w tym sensie, że cieszę się bez specjalnego wysiłku. Ktoś inny zapracowuje na moją radość i satysfakcję”. A dlaczego nie jest w stanie tego przekazać? – Może dlatego, że sama nie została nasycona radością związku, nie doznała spełnienia jako kobieta. Może dlatego, że rywalizowała ze swoją siostrą, a ta idea rywalizacji ciągnie się przez jej życie. Z moich obserwacji wynika, że czasem matki upodabniają się do własnych córek i za wszelką cenę próbują się odmłodzić. Zgodnie z obowiązującym kontraktem płci bycie atrakcyjnym jest obowiązkiem kobiety, a stare i brzydkie stają się niewidzialne. – Może ma pani rację, może to jest walka z przemijaniem, niezgoda na upływający czas. Mama i córka to wyjątkowa wspólnota płci, języka i ciała, relacja inna aniżeli ta z ojcem. Co najwartościowszego może przekazać starsza młodszej? – To może być przekaz dotyczący systemu wartości, próba odpowiedzi na pytanie, jak żyć, sugestia, co to znaczy być kobietą i co to znaczy być mężczyzną. To może być zaproszenie do relacji dwóch kobiet będących w głębokiej przyjaźni. Ale przyjaźń zakłada, że nie ma tam miejsca na doktryny i przemoc emocjonalną. Prof. Bogdan de Barbaro - profesor psychiatrii i terapeuta. W latach 2016-2019 kierownik Katedry Psychiatrii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Superwizor Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Autor i współautor licznych publikacji z dziedziny psychoterapii, zwłaszcza terapii rodziny Sylwia Sasal - dziennikarka, współparcowniczka „Newsweeka Psychologii” i „Newsweeka Slow” Dodano dnia Relacja matki i córki stanowi wyjątkowy rodzaj więzi. Te dwie kobiety są ze sobą blisko, kochają się, wspierają, jak również są od siebie wzajemnie uzależnione, silnie ze sobą rywalizują. W dojrzałych relacjach ten związek jest rozwojowy, pozwala matce czuć się potrzebną, a córce umożliwia rozwinąć skrzydła. Niestety, doświadczenie terapeutyczne pokazuje, że na linii matka - córka jest naprawdę sporo do zrobienia w każdej niemalże relacji. Matki bywają zaborcze, córki zbuntowane. Niezdrowe emocje, oczekiwania, lęki pojawiają się bardzo wcześnie, a gdy dochodzi do tego wiek dojrzewania, mamy mieszankę wybuchową, która trwa przez wiele lat. Toksyczna Miłość Matki do Córki - Konkretne Zachowania wyręcza córkę w obowiązkach domowych - najczęściej od wieku szkolnego tłumaczy to stwierdzeniem "ty się masz tylko jak najlepiej uczyć, nie masz nic innego do zrobienia poza nauką" - przez co córka boi się np. wyjazdów z rówieśnikami lub sobie podczas nich nie radzi, gdyż nie potrafi zadbać o swoje podstawowe potrzeby (posiłki, pranie swoich rzeczy, sprzątanie), koryguje werbalnie i behawioralnie każdą czynność córki ("nie tak się robi, nie tak się układa, nie tak to powinno być...", po czym sama robi daną czynność jeszcze raz od początku lub wprowadza nawet subtelne zmiany), skrajnie podkreśla za każdym razem wyjątkowość córki (poprzez chwalenie lub krytykowanie jej zachowania), przez co uzależnia ją od oceny innych ludzi, udowadnia, że córka nie poradzi sobie bez mamy - załatwia za nią sprawy, podejmuje decyzje, wyłącza z wpływu na własne życie (mama decyduje w co się córka ubiera, jakie ma mieć koleżanki, do jakiej ma pójść szkoły, jakie wybrać studia, gdzie ma pójść do pracy), cieszy się z sukcesów córki jedynie w sytuacjach, gdy je aprobuje, okazuje niezadowolenie gdy córka świetnie sobie radzi w obszarze, który w przyszłości może spowodować rozluźnienie ich więzi, wzbudza w córce poczucie winy za każdym razem, gdy ta chce czegoś dla siebie ("możesz jechać z koleżankami na wycieczkę, nie martw się o mnie, ja tu sobie jakoś poradzę, może akurat w tym czasie nie złapie mnie zawał/zapaść, może nic się złego nie stanie"), w tajemnicy przed córką ingeruje w jej sprawy, np. kontaktuje się z koleżankami, nauczycielami, chłopakiem, wciąga córkę we własne problemy z mężczyznami, opowiada o szczegółach relacji, oczekuje także jej czynnego udziału w swoich sprawach (co prowadzi do tego, że córka przeżywa siebie jako niezbędną matce do codziennego funkcjonowania, często ma poczucie, że mama sobie bez niej nie poradzi, nie będzie szczęśliwa), ciągle kontroluje córkę, gdy ta jest poza domem poprzez częste telefony, oczekiwanie tłumaczenia się z każdego kroku, często doświadcza zaburzeń psychosomatycznych, zwłaszcza wtedy, gdy córki nie ma w domu, co wprawia córkę w silne poczucie winy za próbę separacji, deleguje córkę do konkretnej roli, jaką ma spełnić w dorosłym życiu (np. zostać w domu rodzinnym i opiekować się matką), używa silnych mechanizmów manipulacji, wzbudzania współczucia, poczucia winy, obraża się, uwodzi wyjątkowością ich relacji, oczekuje, że córka będzie za każdym razem pytała ją o zgodę na możliwość podejmowania samodzielnych decyzji, wyraża silnie jawne lub/i emocjonalne niezadowolenie z bliskich relacji córki z innymi kobietami, wprowadza klimat zdrady ich bliskości, gdy córka angażuje się w relację z mężczyzną, okazuje niezadowolenie z małżeństwa córki, dewaluuje jej męża, podsuwa wątpliwości, nakłania do niezdrowego kontrolowania go, zapewnia że wszyscy mężczyźni są tacy sami (wcześniej czy później zdradzą, oszukają, odejdą, to tylko kwestia czasu), przez co córka nie może w pełni cieszyć się relacją z mężczyzną, często ma własną trudną relację z mężczyzną, czym daje potwierdzenie córce, że tylko bliskość z kobietą jest wartościowa, trwała. Córeczka Mamusi Destrukcyjna matka w relacji z córką stale traktuje ją jak małą dorosłą i jednocześnie jak dorosłe dziecko. Często przejawia się to w takich subtelnościach, jak np. zwracanie się do siebie (mamusiu, córeczko, używanie wyłącznie zdrobniałej formy imion), nie traktowanie córki na poważnie, utrzymywanie jej w pozycji dziecka. Dorosła już kobieta ciągle przeżywa siebie jako małą, nieporadną dziewczynkę (i dokładnie tak jest traktowana), mimo iż jest wykształcona, zajmuje wysokie stanowisko pracy. To także przekłada się na jej poczucie kobiecości, seksualności - nie czuje się dojrzałą kobietą, gdyż ma przekonanie, że nie może tego zrobić, nie wolno jej, boi się co mama pomyśli, w pewnym sensie przeżywa dwoją niezależność jako zdradę bliskości z mamą. Jej intymna relacja z mężem sprowadza się wyłącznie do prokreacji (często po urodzeniu dziecka na długi czas całkiem wyłącza się z życia seksualnego, nie czuje takiej potrzeby). Celowe czy nieświadome W destrukcyjnej relacji matki z synem, mężczyzna jest nieświadomie zobowiązany do pełnienia roli partnera swojej matki. W toksycznej relacji matki z córką, starsza kobieta traktuje młodszą jako swoje przedłużenie, czyli nieświadomie pragnie, by młodsza była lepszą wersją jej samej. To, czego nie zrobiła matka w swoim życiu, chce aby dokonała jej córka. Tyle że córka niekoniecznie chce i musi przeżywać życie według skrupulatnego przepisu swojej mamy. Najczęściej mamy do czynienia z taką sytuacją, że córka jest już tak uwikłana w relację z matką, że pragnienia matki bezrefleksyjnie traktuje jako swoje, nie jest w stanie oddzielić tego, co przeżywa matka od tego, co przeżywa ona sama. W rezultacie staje dosłownie kopią swojej mamy, bez której nie potrafi samodzielnie żyć. Smutne jest to, że często matka sama była uwikłana w podobną relację ze swoją matką, musiała ją ratować przed złym ojcem, chorobą somatyczną lub psychiczną, przez co w dorosłym życiu odtwarza znane jej schematy zachowań. Matka jest przekonana, że właśnie tak ma wyglądać bliska relacja, czyli poprzez osaczenie drugiej osoby. Jej relacje z mężczyznami także nie należą do najszczęśliwszych, o ile jest w związku, to nie odczuwa w nim satysfakcji, często jest to formalność, która niewiele ma wspólnego z faktyczną bliskością. Czy jest Wyjście Podobnie jak w toksycznej relacji matki i syna, tak w relacji matki z córką, niezbędne jest zaangażowanie ojca dziecka. Dla matki jest to bardzo trudne, gdyż często boi się ona nieświadomej rywalizacji, w której (nie wiedzieć czemu) mogłaby przegrać. Odsuwając ojca od córki, pozbywa się problemu, gdyż to ona staje się najważniejszą dla dziecka osobą. Nie widzi tego w wymiarze długofalowym, że bliskość jej córki z ojcem, to nie tylko korzyść dla niej samej, ale konieczny proces kształtowania się w małej dziewczynce kobiecości i dojrzałości. DROGA MAMO, twoja córka w dorosłym życiu chętnie powróci do ciebie, gdy dasz jej wolność. Wpędzając w poczucie winy jedynie odsuwasz ją od siebie i już na stracie tracisz możliwość pięknej kobiecej relacji, przez co i ty i ona będzie czuła się samotna. Bądź przy niej, wspieraj, doradzaj (do pewnego momentu), ale pamiętaj, że nie przeżyjesz za nią życia, ani ona nie zrobi tego w twoim imieniu. Szczęśliwa córka to piękny dar dla matki, a może się to stać tylko wtedy, gdy młoda kobieta odnajdzie się sama w swoich rolach kobiety, żony, matki - co ma miejsce przy niezbędnym udziale mężczyzny (najpiejrw ojca, później jej męża). Gdy dojdzie do pozytywnego rozwiązania procesu separacji, zyskasz szansę na naprawdę cenną i dojrzałą relację, w której odnajdziesz się zarówno ty sama, jak i twoja córka.

matka zazdrosna o relacje corki z ojcem